Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. w kuchni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M. w kuchni. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wspólny tort :D

Urodzinowy tort mój i P.
Tadaaam:D Chwaliłam się wczoraj, że upiekłam tort. Tak się złożyło, że moja przyjaciółka obchodziła urodzinki wczoraj, a ja dzisiaj. Spędziłyśmy razem pół nocy, oglądałyśmy film, rozmawiałyśmy, jadłyśmy, piłyśmy - czyli tak jak powinno obchodzić się urodziny, z tym... ze byłyśmy same :P Dwie jubilatki i jeden tort... yeah! Wygląda trochę lepiej niż moje muffinki więc się nim pochwalę, a co! Nie wygląda co prawda tak wspaniale jak torty mojej koleżanki Ani jednak myślę, że nie odstraszają jak moje nieudane ciastka :D  Przepisu nie podam bo torcik robiony był na zasadzie: tu się sypnie, tu coś doda i właściwie to nie pamiętam co, kiedy  i w jakiej ilości dodałam. Mogę jedynie zdradzić, że zamiast typowej masy był przełożony bitą śmietaną z ananasami. Pomimo swej kaloryczności w smaku był lekki i nie za słodki więc jedząc go, nie miało się odczucia, że je się bombę kaloryczną, którą w istocie był! Trudno, w taki dzień (a właściwie dwa dni) nie powinnyśmy sobie odmawiać tego, co dobre.
Moje Wedlowskie Serduszko :D
Dzisiaj odwiedziła mnie siostra i po raz drugi otrzymałam tęczowy parasol. Pierwszy zgubiłam. Pomijam już fakt, że kilka razy zostawiłam go w busie, autobusie i innych środkach transportu. Trzy razy do mnie wrócił, jednak.... Pewnego cudownego i niezwykle deszczowego dnia pozostawiłam swój jeszcze bardziej cudowny parasol w szatni na uczelni i... jak się później w domu okazało, wróciłam z jakimś cudzym, również kolorowym, ale nie swoim! No cóż. Tym razem bladego pojęcia nie mam gdzie go posiałam, więc na urodziny zażyczyłam sobie taki sam. Ten przynajmniej nie jest zepsuty i budzi ten sam optymizm. W szare i deszczowe dni, aż brakuje kolorów. W pracy jestem słońcem, to na spacerze mogę być tęczą :D I... dostałam wedlowskie serduszko! Niejednokrotnie marzyłam o tym, by takie dostać i... dostałam! Marzenia się spełniają :))

sobota, 13 kwietnia 2013

Urodzinowo

Tak się składa, moimi mili, że ja też miewam co roku urodziny, ha! Zazwyczaj się nimi nie chwalę, kto o nich wie, to wie ale w tym roku postanowiłam je spędzić z przyjaciółką, która urodziła się dzień wcześniej ode mnie, więc... nieco inaczej niż zwykle. Ona jeszcze tego nie wie, ale piekę dla nas wspólny tort :D Mam nadzieję, że wyjdzie smaczny, bo kolejnej kulinarnej/cukierniczej porażki nie zniosę!
Nie pisałam nic od dawna. Mam teraz nadmiar obowiązków, praca daje mi porządnie w kość, chociaż ją lubię. Być może kiedyś coś na jej temat napiszę jednak póki co - przemilczę wszystko co z jej tematem jest związane.
Pamiętacie, o tym że byłam niedawno na Wieczorze Panieńskim? Pewnie zdążyliście już o tym zapomnieć. Nic nie szkodzi :P Muszę Wam powiedzieć, że w ubiegły weekend byłam na ślubie moich przyjaciół, w tym osóbki, o której już czasem wspominałam. Zarówno uroczystość w kościele, jak i późniejsze wesele były wręcz idealne zarówno w ogóle jak i w szczególe. Nawet przypadła mi zaszczytna rola przeczytania 2 czytania, co oczywiście związane było z ogromnym stresem, bo okazało się, że me biedne oczy podrażniło jakieś niezidentyfikowane 'coś' i ledwo widziałam tekst! Co ciekawe dobrze, że sobie wydrukowałam treść czytania, gdyż po czasie panna młoda powiedziała mi, że przez przypadek podała księdzu, który nam czytania wyszukiwał - złe, i miałabym małą zagwózdkę. Jak wiecie, Pismo Święte nie jest łatwą lekturą, więc pewnie pomyliłabym się kilka razy i byłby wstyd. Uff, jak to dobrze, że dowiedziałam się o tym po fakcie!

Zarówno kościół, sala jak i wszelkie dodatki upstrzone były wiosennymi kwiatami oraz motylkami. Było wręcz uroczo! Nie ma się z resztą czemu dziwić wszak pani młoda pracuje w kwiaciarni i ma odpowiednio rozwinięty zmysł artystyczny :) Bardzo dobrze się bawiłam i na pewno będę wspominała to wydarzenie jeszcze przez długi, długi czas :)
A oto motylek z imieniem i nazwiskiem zamiast wizytówki :) Przeczepione były do szklanek i chociaż wydawały się być mało rzucające się w oczy to państwo młodzi zadbali jednak o to, byśmy usiedli na swoich miejscach. Przy każdym stole była dodatkowo wydrukowana lista, kto... gdzie i jak ma spocząć :P Ja nawet nie musiałam szukać - przyjaciele zrobili to za mnie, o! :D

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zimowo, stresowo i... muffinkowo



Wszędzie biało, zimno, ponuro. Przydałoby się nieco słońca, chociaż na chwilę, dwie chwilki… trzy?. Jeśli powiem, że jest depresyjnie to nie zgrzeszę bo niektórzy nawet próbują mi tą depresję wcisnąć na siłę. Zaprzeczam, chociaż myślę swoje i zastanawiam się czy nie mają racji. Może widzą więcej niż ja? W końcu to baczni obserwatorzy, z którymi mam często do czynienia. Hm. Moim zdaniem  jestem po prostu zestresowana. Może inni tak odbierają właśnie mój stres? Ten przeklęty egzamin zbliża się nieubłaganie, a ja raz po raz wpadam w panikę, bo  oczami wyobraźni widzę siebie w samochodzie, który aż nazbyt często gaśnie. Aaa! Pomocy! Znowu to sobie wyobraziłam. Nie dość, ze stresuje mnie ten egzamin to jeszcze denerwuje mnie tata, który od grudnia kaszle, a dopiero teraz zaczął cokolwiek zażywać. Oczywiście nie zrobił tego sam z siebie. Trzeba mu na siłę pod nos podstawiać (powiedzmy) lekarstwa, żeby łaskawie raczył je wziąć. Gorzej niż z dzieckiem! Gruźlik jeden… O lekarzu nie chce słyszeć i woli zarażać wszystkich dookoła. Możecie mi powiedzieć, dlaczego mężczyźni są tacy oporni? Istna paranoja!

Upiekłam kolejne muffinki. Z tego samego przepisu co poprzednio jednak użyłam gotowych ‘Kropelek czekoladowych’ i nie dodałam kakao. Zamiast niego po prostu dosypałam mąki i… efekt jest chyba lepszy niż poprzednio. Strzelam, że to zasługa nowych, silikonowych foremek. Same papilotki nie zdają rezultatu, a specjalnej foremki na muffinki nie posiadam i już jej nie potrzebuję, o! Silikonki są całkiem przyzwoite chociaż maja kolor czerwony :P Ładniejsze prawdaaaa? Wyszły równiutkie i nic się tym razem nie wylało. Być może powinnam posypać je cukrem pudrem ale ja za nim nie przepadam. Wolę bez:P

środa, 30 stycznia 2013

Wiosno wróć!



Wczoraj przez przypadek skasowałam sobie już wcześniej opublikowanego posta. Ktoś go widział? Ktoś o nim słyszał? Nie? to dobrze. Tak sobie myślę, że najwyraźniej moje muffinki były zbyt brzydkie aby świat je chciał oglądać wiec moja podświadomość zadziałała w sposób adekwatny do oczekiwań reszty świata. No i co, że nie były urodne skoro były smaczne? I miały proszę państwa różowy lukier (patrz zdjęcie obok)! A co ja się będę rozdrabniać. Różowy wyglądał słodko i na pewno bardziej interesująco niż biały, lub najzwyklejsza w świecie czekolada. Wszystko co moje musi wyglądać oryginalnie żeby miało jakieś znaczenie emocjonalne. A teraz przyznawać się, kto pomyślał, że mam nierówno pod sufitem? Ty, wiem! A tak na przekór wstawię moje dzieło po raz drugi. Może nie będzie końca świata, nie? Tadaaaam:D Przepis zgarnęłam STĄĄĄD. Miałam nawet zamiar wysłać zdjęcie moich cudownych muffinek bo jak widzicie nikt się nie odważył. Szybko się jednak rozmyśliłam. Stwierdziłam, że moje cuda mogłyby podziałać jako skuteczna antyreklama i być może już nikt nie skusiłby się na wypróbowanie tego przepisu :P Nic nie poradzę na to, że pierwszy raz piekłam muffinki :D Ale... uwaga....wszystkie zostały zjedzone więc chyba spełniły swoją rolę.

A tak z innej beczki... Tęsknię za wiosną. Brakuje mi zielonej trawy, liści na drzewach i tego charakterystycznego zapachu, którego właściwie nie umiem opisać. Najbardziej jednak brakuje mi słońca. Blada jestem. Wyglądam źle, a to, że sama sobie się nie podobam to akurat żadna nowość. Jednak zimą jakoś szczególnie nie mogę patrzeć w lustro. Ble. Marudzę? Może trochę. Czasem trzeba się odchamić i ja mam akurat taki sposób. Oto zdjęcie z zeszłorocznej wiosny (grab pospolity Carpinus betulus). Zdjęcie może mało efektowne ale widząc za oknem śnieg lub deszcz oko cieszy wszystko co żywe i zielone. Prawda?