Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystko czyli nic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wszystko czyli nic. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2013

Zdałam!!! :D

Wreszcie, nareszcie, w końcu!!! Udało się i mogę odhaczyć kolejne tegoroczne postanowienie! :D Jupiiiii! Teraz szanowni państwo, proszę wystrzegać się na drogach szalonej... blondynki :P

czwartek, 2 maja 2013

Kraków

Kraków pozdrawia resztę świata! Mieszkam sobie tutaj w weekend majowy i nie zamierzam się stąd ruszać. Robię co chcę, wstaję o której chcę i nikt mi nie zrzędzi, że nie umyłam kubka po kawie! 

Właśnie spojrzałam w okno. Szaruga gorsza niż późną jesienią. Trzeba przyznać, że w tą wyjątkowo długą majówkę pogoda nam nie dopisała. Będzie burza, oj będzie! Zastanawiam się co ja w takim razie będę dzisiaj robić? Od tygodni mam ochotę na grilla, a tu jak nie urok to sraczka. Albo nie ma pogody albo czasu. Marzy mi się spacer po ogrodzie botanicznym, ale też nie spodziewałabym się po nim żadnej przyjemności podczas ulewy... Kino? No i zaczęły się pomysły na bierny wypoczynek związany z wydawaniem moich ciężko zarobionych pieniędzy. Coś czuję, że wyląduję dzisiaj w galerii...

No i deszcz.

piątek, 19 kwietnia 2013

Dobrze, że (jeszcze) głowy nie zgubiłam…

Póki co, zostawiłam telefon, w najmniej pożądanym miejscu. Ciekawe jak ja się skontaktuję z instruktorem, skoro mój cudowny telefonik jest w –L-ce?!  Tak. Dokładnie tam. Nie mam telefonu czyli też budzika, mp3, Internetu w łóżku… i gier nie mam. Jak ja zasnę? No i jak ja w ogóle wstanę?! Nie, no… porażka.

Kolejną porażką była moja dzisiejsza jazda. Ja jeżdżę gorzej niż przed ukończeniem kursu. Nie ogarniam dlaczego! Powinnam być mądrzejsza, odważniejsza, szybciej podejmować decyzje i…  Nie, no szkoda słów. Nie chcę się negatywnie nakręcać, bo akurat to wychodzi mi najlepiej. Jestem roztrzepana, nie umiem się skupić i popełniam strasznie dużo błędów, za które po prostu można oblać bez żadnego zmiłuj się.  Doszłam do kolejnej fazy robienia prawa jazdy, pt.: w co ja się k***a wpakowałam. Odpowiedź jest prosta – w to, co chciałam.
Dobranoc.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wspólny tort :D

Urodzinowy tort mój i P.
Tadaaam:D Chwaliłam się wczoraj, że upiekłam tort. Tak się złożyło, że moja przyjaciółka obchodziła urodzinki wczoraj, a ja dzisiaj. Spędziłyśmy razem pół nocy, oglądałyśmy film, rozmawiałyśmy, jadłyśmy, piłyśmy - czyli tak jak powinno obchodzić się urodziny, z tym... ze byłyśmy same :P Dwie jubilatki i jeden tort... yeah! Wygląda trochę lepiej niż moje muffinki więc się nim pochwalę, a co! Nie wygląda co prawda tak wspaniale jak torty mojej koleżanki Ani jednak myślę, że nie odstraszają jak moje nieudane ciastka :D  Przepisu nie podam bo torcik robiony był na zasadzie: tu się sypnie, tu coś doda i właściwie to nie pamiętam co, kiedy  i w jakiej ilości dodałam. Mogę jedynie zdradzić, że zamiast typowej masy był przełożony bitą śmietaną z ananasami. Pomimo swej kaloryczności w smaku był lekki i nie za słodki więc jedząc go, nie miało się odczucia, że je się bombę kaloryczną, którą w istocie był! Trudno, w taki dzień (a właściwie dwa dni) nie powinnyśmy sobie odmawiać tego, co dobre.
Moje Wedlowskie Serduszko :D
Dzisiaj odwiedziła mnie siostra i po raz drugi otrzymałam tęczowy parasol. Pierwszy zgubiłam. Pomijam już fakt, że kilka razy zostawiłam go w busie, autobusie i innych środkach transportu. Trzy razy do mnie wrócił, jednak.... Pewnego cudownego i niezwykle deszczowego dnia pozostawiłam swój jeszcze bardziej cudowny parasol w szatni na uczelni i... jak się później w domu okazało, wróciłam z jakimś cudzym, również kolorowym, ale nie swoim! No cóż. Tym razem bladego pojęcia nie mam gdzie go posiałam, więc na urodziny zażyczyłam sobie taki sam. Ten przynajmniej nie jest zepsuty i budzi ten sam optymizm. W szare i deszczowe dni, aż brakuje kolorów. W pracy jestem słońcem, to na spacerze mogę być tęczą :D I... dostałam wedlowskie serduszko! Niejednokrotnie marzyłam o tym, by takie dostać i... dostałam! Marzenia się spełniają :))

sobota, 13 kwietnia 2013

Urodzinowo

Tak się składa, moimi mili, że ja też miewam co roku urodziny, ha! Zazwyczaj się nimi nie chwalę, kto o nich wie, to wie ale w tym roku postanowiłam je spędzić z przyjaciółką, która urodziła się dzień wcześniej ode mnie, więc... nieco inaczej niż zwykle. Ona jeszcze tego nie wie, ale piekę dla nas wspólny tort :D Mam nadzieję, że wyjdzie smaczny, bo kolejnej kulinarnej/cukierniczej porażki nie zniosę!
Nie pisałam nic od dawna. Mam teraz nadmiar obowiązków, praca daje mi porządnie w kość, chociaż ją lubię. Być może kiedyś coś na jej temat napiszę jednak póki co - przemilczę wszystko co z jej tematem jest związane.
Pamiętacie, o tym że byłam niedawno na Wieczorze Panieńskim? Pewnie zdążyliście już o tym zapomnieć. Nic nie szkodzi :P Muszę Wam powiedzieć, że w ubiegły weekend byłam na ślubie moich przyjaciół, w tym osóbki, o której już czasem wspominałam. Zarówno uroczystość w kościele, jak i późniejsze wesele były wręcz idealne zarówno w ogóle jak i w szczególe. Nawet przypadła mi zaszczytna rola przeczytania 2 czytania, co oczywiście związane było z ogromnym stresem, bo okazało się, że me biedne oczy podrażniło jakieś niezidentyfikowane 'coś' i ledwo widziałam tekst! Co ciekawe dobrze, że sobie wydrukowałam treść czytania, gdyż po czasie panna młoda powiedziała mi, że przez przypadek podała księdzu, który nam czytania wyszukiwał - złe, i miałabym małą zagwózdkę. Jak wiecie, Pismo Święte nie jest łatwą lekturą, więc pewnie pomyliłabym się kilka razy i byłby wstyd. Uff, jak to dobrze, że dowiedziałam się o tym po fakcie!

Zarówno kościół, sala jak i wszelkie dodatki upstrzone były wiosennymi kwiatami oraz motylkami. Było wręcz uroczo! Nie ma się z resztą czemu dziwić wszak pani młoda pracuje w kwiaciarni i ma odpowiednio rozwinięty zmysł artystyczny :) Bardzo dobrze się bawiłam i na pewno będę wspominała to wydarzenie jeszcze przez długi, długi czas :)
A oto motylek z imieniem i nazwiskiem zamiast wizytówki :) Przeczepione były do szklanek i chociaż wydawały się być mało rzucające się w oczy to państwo młodzi zadbali jednak o to, byśmy usiedli na swoich miejscach. Przy każdym stole była dodatkowo wydrukowana lista, kto... gdzie i jak ma spocząć :P Ja nawet nie musiałam szukać - przyjaciele zrobili to za mnie, o! :D

czwartek, 4 kwietnia 2013

Poszukiwany!

Jedną z moich małych fanaberii są zeszyty. Zawsze lubiłam je mieć, tak po prostu. Nie musiałam ich od razu wykorzystywać, one czekały sobie na dogodną okazję by posłużyć mi w jakimś konkretnym celu. Dzisiaj w pracy pani K., z którą często urzęduję dostała od szefowej taki ładny, stary zeszyt! Pamiętacie takie?! Mnie kojarzą się z dzieciństwem. Niektórzy jeszcze posiadali takie zeszyty, ja nawet uczyłam się w takim starociu pisać. Był 16 kartkowy i miał brzydszą okładkę, nie miał obrazka ale... z jakimś sentymentem je wspominam. Czy u kogoś w domu zachował się taki pusty zeszyt? Chętnie kupię! (To nie żart! :D)

A tak z innej beczki to: ogłaszam 4.04. dniem pecha firmowego. Mamy na swoim koncie:
- rozbitą Szalkę Petriego
- rozbity talerzyk
- rozbitą szklankę
- rozbite okulary
(i tak znacznie lepiej niż po zajęciach z moją grupą studencką, gdzie na jednej z fizjologii poszedł spektrofotometr, łaźnia wodna i ... chyba 7 probówek? :D)
+
- brak wody
- brak internetu (!)
 Odłączyliby nam prąd i mielibyśmy pełen serwis radości i uciech :)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Pada śnieg, pada śnieg...

Widok z mojego okna
Tak, wiem. Ludzie tej wiosny są wyjątkowo monotematyczni. Piękną mamy zimę! Ja wiem, że śnieg wszędzie wygląda tak samo, jednak ja się obawiam, że jutro nie dojadę do pracy, a właściwie nie dojdę na pociąg. Niestety, do pracy mam dość daleko i na wczesną godzinę więc wstaję o nieludzkiej porze i na pewno nie jest to przyzwoita godzina szósta. Ja się nawet nie będę chwalić, bo niektórzy zapewne dopiero kładą się spać, lub przy dobrych wiatrach przewracają się na drugi boczek. Widzę, że jest tu jedna osóbka ciekawa mojego stażu. No... ja nie wiem czy ja tak publicznie mogę pisać o tym :D Jest wesoło, zabawnie chociaż jestem jedna z młodszych osób w firmie. Niemniej jednak zdążyłam się już nabawić obciachu w pełnym zakresie. Czeka mnie kilka stresujących dni. Przyjżdża do nas dyrektor generalny i kilka ważnych osób, a że jest to firma zagraniczna, to operują wyłacznie językiem angielskim. Tak, mam strach w oczach, na samą myśl o tym, że kolejny raz mogę sobie zrobić wstyd! Jestem tam mało ważną osobą, więc liczę po cichu na to, że ewentualnie powiem 'dzień dorby' lub 'do widzenia' i na tym się skonczy moja męka. Nie dziwi Was już chyba to, że postanowiłam się sama dokształcać w tym zakresie? :D 
Mój stolik

A zmieniając temat. Ja wiem, że święta się już właściwie kończą ale ja i tak życzę Wam wszystkiego co najlepsze nie tylko na ostatni dzień świat ale i na cały przyszły rok, a nawet dłużej.  W moim mieszkaniu,  niemal w każdym kącie  mam tulipany, żonkile, krokusy bądź wiosenne figurki (zdjęcie obok). Nie przyglądajcie się zbyt dokładnie bo dojrzycie mnie na zdjęciu! :D Piszę do Was posta właśnie z tego komputera, z tego samego miejsca. Wyczekuję tej wiosny i doczekać się nie mogę. Mam nadzieję, że w końcu do nas zawita, bo przez brak słońca prawie każdy w moim otoczeniu jest blady, rozdrażniony i denerwuje się o byle co. WIOSNO PRZYBYWAJ!

P.S. Byłabym zapomniała o najważniejszym. 3:0 dla WORDu. Ja się chyba powinnam załamać, bo trafiłam na najmniej pożądaną panią egzaminatorkę, a ja dla odmiany mam to w nosie i cieszyłam się szybkim załatwieniem sprawy. Mój mózg zareagował adekwatnie do moich wyobrażeń na temat przebiegu egzaminu :P 

wtorek, 12 marca 2013

No i tak...

Dlaczego do cholery akurat ja muszę być taka wrażliwa? Dlaczego we mnie wszystko wsiąka jak w gąbkę chociaż powinno po mnie spływać? Cholera. Chciałabym mieć wszystko w swych zacnych czterech literach. Byłabym zdrowsza fizycznie i psychicznie, a tak? Hah. Na każdym kroku mi smutno, czuję się przygnębiona, przybita... Wspominałam już o tym, że ludzie widzą we mnie depresję? No właśnie. To ja ją chyba mam całe życie.

Gorszy dzień, oj gorszy. Zaczął się dobrze, a kończy jak zwykle - przemyśleniami i ogólnym rozbiciem. 

"Trzymaj się z dala od ludzi, którzy próbują pomniejszyć Twoje ambicje. Mali ludzie zawsze tak robią, a naprawdę wielcy sprawiają, że czujesz, że i Ty możesz być wielki." Mark Twain.

Byłoby to proste gdyby było możliwe. Szkoda tylko, że czasami to rodzina sprawia, ze po prostu odechciewa się wszystkiego, na co miało się wcześniej ochotę. 


czwartek, 7 marca 2013

Motylem jesteeeem

Haha, taką pocztówkę dostałam z Niemiec. Wzbudza mieszane uczucia. Kolega mówi, że jest psychodeliczna, a mnie rozbawiła. Chyba mam coś nie tak z głową. Może ktoś wbił mi jakiegoś gwoździa? Nie! To zapewne dziura w mózgu wywiercona wiertarka robotników, którzy chyba pozostaną w mym bloku na wieki wieków, no i jeszcze AMEN. Taaa.... Nadal tu są i wymieniają te liczniki. Zanim skończą, ja zdążę oszaleć. Dosłownie. Mam ich dość.

Wiosnę nie tylko widać ale i słychać. Jakoś wcześniej nie skupiłam się na ćwierkających ptakach, ale dzisiaj kiedy zaszło słońce, nadal ją czułam. To zasługa tych małych zwierzątek, które przypominają o sobie już we wczesnych godzinach rannych. Dobrze, że o tej porze dnia mam kamienny sen i nie są w stanie mnie z niego wybudzić. Chociaż jest ktoś kto potrafi. Tata obudziłby nawet zmarłego. Każdy ma jakiś talent, mój tata ma talent do robienia wszelakiego hałasu, zwłaszcza takiego o nic. Heh. A zaczęłam pisać o wiośnie. Jak to łatwo stracić wątek kiedy jest się rozkojarzonym.

Aparat. Przydałby mi się jakiś lepszy aparat fotograficzny. Lubię oglądać zdjęcia i sama chętnie nauczyłabym się robić jakieś ciekawsze niż te, które robię do tej pory ale....  nie mam czym. Inna sprawa, że kompletnie nie znam się na sprzęcie fotograficznym, a i z funduszami jest obecnie problem. Zawsze odkładam na później ten wydatek. Tak od 3 lat już. Hm. Kupię sobie w tym roku. Tak, właśnie to postanowiłam i wbijam to sobie do łba. Tych moich postanowień na rok 2013 nazbierało się już tyle, że nie wiem czy się z nimi wyrobię, ale warto spróbować. Spróbuję!

wtorek, 5 marca 2013

Mówiłam, że ten rok będzie lepszy! :D

Jest, jest, jest! Nareszcie zaczyna się układać. Powoli co prawda, ale wracam do świata żywych. Mało brakło, a wpadłabym w depresję i cieszę się, że tak się nie stało. Mam ten cholerny staż. Uff! Może się okazać, że to ostatnie miejsce, w którym będę pracowała w zawodzie, bo tak to jest w Polsce, ale cieszę się, że chociaż tyle będę z tego mieć :D

Śwat sobie o mnie przypomniał.
Staż dostałam.
To teraz pora zdać egzamin na prawo jazdy. 

Swoją drogą przeglądałam sobie ostatnio moje postanowienia noworoczne. Póki co realizuje tylko jedno: naukę języka. Niestety mam takie braki, że powtarzać muszę wszystko niemal od podstaw. Wiele przez te lata zapomniałam, a tak bardzo chciałabym znać chociaż jeden język na poziomie, który pozwoliłby mi się swobodnie komunikować. Wiem, że sama zbyt wiele nie zdziałam i najlepiej by było wyjechać na jakiś czas zagranicę, jednak póki co nie mogę sobie na to pozwolić. Muszą mi wystarczyć książki z gramatyką, programy ze słówkami, muzyka, gry i filmy :) No to pora na powtórkę wczorajszej lekcji :D Bye, bye!


niedziela, 3 marca 2013

Zaginiony piesek



Wracałam wczoraj z siostrą ze spaceru do domu i podczas naszej wędrówki przyszwendał się do nas sympatyczny psiak. Śmiałyśmy się z niego, bo zaczął nas obskakiwać, włazić nam pod nogi i najwyraźniej chciał się bawić. Moja siostra patrzy na niego i mówi: On jest młody! Ma duże łapki, jeszcze urośnie! Ja tak patrzę i mówię: Eeee on już taki zostanie xD Moja wiedza na temat psów jest jak widać bardzo ograniczona. Wg mnie miał normalne łapy, chociaż po jego zachowaniu było widać, że to bardzo młody piesek. Szedł za nami do samego bloku. Do naszego mieszkania można wejść przez dwie klatki. Moja siostra wpadła na pomysł aby się rozdzielić. Powiedziała żebym poszła w lewo ona pójdzie w prawo i zobaczymy, czy za którąś z nas pójdzie. Chwila psiej dezorientacji i poszedł za mną!  Był taki radosny i sympatyczny, że aż szkoda mi było zamykać przed nim drzwi do klatki. Stał tam i czekał jakiś czas. Wychyliłam się z okna aby zobaczyć czy nadal tam stoi i jak go tam ujrzałam, to aż miałam ochotę po niego wrócić i zabrać go ze sobą. Po jakimś czasie wyszłam na balkon, a on znowu tam staaaał! Stwierdziłam, że już więcej wychodzić nie będę. Było mi go po prostu szkoda, a przygarnąć go nie mogłam. Później o nim… zapomniałam. Aż do następnego dnia. Otóż, wstałam rano i załączyłam na chwilę facebooka i doznałam lekkiego szoku. Moja przyjaciółka udostępniła ogłoszenie o zaginięciu psa. TEGO psa! Mówię jej, ze widziałam go wczoraj! Poradziła mi, żebym zadzwoniła pod numer podany przy ogłoszeniu. Tak też zrobiłam. Opisałam jak się zachowywał, gdzie go widziałam. Pani potwierdziła, że faktycznie jest taki wesoły, do wszystkich lgnie i chce się bawić. Jak to mały pies. Okazało się, że ma 4 miesiące :D No… to nie miałam już wątpliwości, że jeszcze urośnie :D Razem z przyjaciółką wyszłyśmy jeszcze na spacer aby rozejrzeć się po okolicy. Nie znalazłyśmy go, ale na całym moim osiedlu porozwieszane już były ogłoszenia o zaginięciu pieska. Nie wiem gdzie, bo nikt nie udostępnił takiej informacji ale się odnalazł! Cieszy mnie to niezmiernie bo teraz wiem, że już się sam włóczył nie będzie. Z widzenia znam też jego właścicieli i wiem, że musiał po prostu uciec, a że jest młody i głupiutki to po prostu się zgubił. Teraz na pewno będzie pilnie strzeżony przez osoby, którym na nim bardzo zależy.

sobota, 2 marca 2013

Nienawidzę remontów

...wszelakich! Zrobiłam się przez nie nerwowa. Czy aż tylu sąsiadów musi wiercić mi w mózgu dziury? Wiercenie nie zawsze drażni jednakowo. Zdarza się jednak tak, że muszę sobie zatkać uszy, zamknąć drzwi do mojego pokoju by jak najbardziej odgrodzić się od korytarza, na którym panuje największy harmider i najlepiej jeszcze zakryć łeb kołdrą. Nie żartuje! Na dodatek wymieniają nam jakieś liczniki, to dopiero jest hałas. Dzisiaj chyba majstrują coś na moim piętrze. Najwyższa pora się ewakuować, bo zbyt długo tutaj nie wytrzymam. O, biedna moja siostra! Akurat dzisiaj przyjeżdża do domu, a tu taka NIESPODZIANKA! Serdecznie współczuje i jej i sobie. Zawsze zastanawiało mnie, po jaka cholerę tacy robotnicy słuchają radia? Przecież przy tej wiertarce i tak nic nie słyszą. Strata prądu, ot co. Przed chwilą słyszałam 'Dziewczynę Szamana'. Lepiej, żebym za chwilę nie wyskoczyła na korytarz, bo wtedy dopiero zobaczą szamankę!  Grrr.... agresssjaaaaa. 

Tak, wiem.
Wiem, że to taka bezpodstawna agresja.
Wiem, ale nie przeproszę.
Wrr....

(Spokojnie mogłabym powtórować tej wiertarce, w warczeniu jestem niezła :D)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Weekendowa ostra jazda....



czyli Wieczór Panieński przyjaciółki w stolycy. Masakra! Było oczywiście mega, zajebiście, pro, wporzo itd, ale byłam po powrocie tak zmęczona, że nie miałam siły wziąć prysznica czyt. kiedy już się tam znalazłam to nie miałam ochoty spod niego wyłazić. Dobrze, że nie mam wanny, bo bym w niej jeszcze zasnęła i zalała sąsiadów, bo lubię sobie dolewać bieżącej, aby stale mnie grzała:D Ostatecznie czyściutka wylądowałam w łóżeczku i śniłam sobie dziwaczne sny.

czwartek, 21 lutego 2013

Samowystarczalność

Haha! Przegięłam! Niech żyje samowystarczalność! Postanowiłam sobie sama zafarbować mój pusty łeb. I otóż proszę państwa efekty dostrzegalne są w całej łazience. Brudna pralka, podłoga, umywalka, kabina prysznicowa, a nawet kibelek! Jak to dobrze, że nikogo nie ma w domu i nikt mi za to dymu nie zrobi, bo powiem Wam, że bajzel jest przedni. A! Byłabym zapomniała o najważniejszym... To, że farbowałam włosy nie oznacza, że tylko one uległy farbowaniu. Chwała Bogu, że to farba do iluś tam myć, bo miałabym dość długo brudne plecy, szyję, twarz i dekolt. Nie pytajcie mnie jak ja to zrobiłam, ale z tego wszystkiego najbardziej czyste to mam ręce! :D Za chwilę idę włoski wysuszyć i sprawdzić co się zafarbowało, a co nie. To będzie moja CHWILA PRAWDY!

A tak całkiem z innej beczki. Nie sądziłam, że panowie policjanci kiedykolwiek mnie rozbawią. Miałam kiepski nastrój dzisiaj ale do czasu. Otóż policjanci wyjeżdżali sobie dzisiaj ze swojej cudownej i jakże uroczej posesji. Śmignęłam im grzecznie przed wozem, bo chcąc nie chcąc i tak musieli czekać na możliwość wyjazdu. Grzecznie, bo przecież ja wszystko robię grzecznie przyczłapałam do przejścia dla pieszych i patrzę, o! panowie wyjechali ze swej dziury i ładnie zatrzymali się przed zebrą. No to ja raz dwa czmychnęłam im drugi raz przed oczyma i... zatrzymałam się na kolejnym przejściu :D Nie no, aż zaczęli się śmiać, ja z reszta też, bo.... trzeci raz grzecznie zatrzymali się aby ustąpić mi pierwszeństwa. Da się? Da! Teraz sobie muszę wbić do swej rozczochranej i zaraz okaże się czy równo zafarbowanej główki, że za dobry uczynek płaci się tym samym i mieć w główce to, że co najmniej dwa razy mam grzecznie ustąpić przejścia pieszym.... bo nie zawsze mi się to zdarza :P Póki co nie mam jeszcze prawka, ale jak już je zdobędę to hoho!

wtorek, 19 lutego 2013

Hello! Tu jestem!

Ponarzekam sobie trochę. A co. Zazwyczaj siedzę cicho albo piszę bzdurne głupotki, to teraz pora na jakiś mały afront z mojej strony. No normalnie powiem Wam, że mam dość! Nie, nie mam 'tych dni' po prostu gotuje się we mnie od środka z takiej wszechogarniającej mnie bezsilności. Mogłoby mi się coś w końcu udać, przytrafić coś miłego, a najlepiej niech stanie się coś co nada memu życiu jakiś głębszy sens, bo takie życie dla życia nie jest dla mnie. Właściwie to stwierdzam, że gdybym w tym momencie zniknęła to świat nie odczułby tego w najmniejszym stopniu. Hm...

sobota, 16 lutego 2013

Takie coś...



Otaczają mnie ciekawi ludzie. Każdy z nich jest inny. Są wśród nich ludzie pogodni, radośni, bezstresowi oraz zatroskani, zakompleksieni i… rozgoryczeni. Ja jestem wynikiem średniej. Dlatego też łatwo mi się z każdym dogadać. Nie ważne jest dla mnie wykształcenie ani pochodzenie, mam to delikatnie mówiąc w nosie. Są blisko mnie osoby, które nie ukończyły szkoły średniej oraz doktoranci, którym sama zamierzałam być. Odwidziało mi się po napisaniu trzech prac, to nie dla mnie. Czwartej skończyć nie mogę, chociaż wypadałoby się ogarnąć i napisać tą magisterkę. Eh… Póki co chcę zrobić to prawko i dostać ten cholerny staż. Mogliby w końcu zadzwonić, nie? Czekam. Ciężkie to czekanie, mam już tego dość, ale chcę ten staż! Jasny gwint :P Piszę o tym, bo zastanawiam się co ja takiego w sobie mam, co mogłoby sprawić, ze w jakiś sposób byłabym interesująca? Moim zdaniem nie wyróżniam się z tłumu, a jednak słyszę na każdym kroku, że jestem jedyna w swoim rodzaju. Możecie mi to wytłumaczyć? :D Ja tego nie ogarniam!
Humor nieco mi się poprawił, a właściwie poprawiła mi go przyjaciółka, o. Ty M. też się do tego przyczyniłaś, za co serdecznie Ci dziękuję :) Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba się wziąć w garść i iść do przodu, jakikolwiek miałby on nie być. Będzie przecież lepiej, prawda?

czwartek, 14 lutego 2013

Neverending story...

....coś czuję, że tak właśnie będzie wyglądała moja przygoda z L-ką, jak się nie ogarnę i nie utrzymam swoich nerwów na wodzy. Źle sobie radzę w stresowych sytuacjach i już nie mam pomysłu jak sobie samej pomóc. To co ja dzisiaj uczyniłam na tym cholernym egzaminie to szczyt głupoty. Jak to delikatnie określił pan egzaminator 'rozrabiałam'. Ja Wam powiem bardziej dosadnie: dojebałam jak cholera! W ogóle to na myśl by mi nie przyszło, że to co ja w ogóle zrobiłam jest możliwe. Po czasie mój instruktor stwierdził, że jeszcze trochę mnie posłucha i już uwierzy we wszystko. Swoją drogą powiedział mi, że chyba się jeszcze nie zdarzyło żadnemu kursantowi tudzież kursantce oblać na 'czymś takim' więc ja się nawet chwalić nie będę, bo mi cholernie wstyd. A byłam już przy końcu przygody egzaminacyjnej :( Kurrrr.....

Stres to najgorszy doradca. Niby mnie odpowiednio zmotywował i zdeterminował, ale kiedy nie trzeba było myśleć, to tak szalenie mnie ogłupił, że ja chyba będę to przeżywać dopóki nie zdam tego cholernego egzaminu. I... w ogóle to się rozpłakałam z tego wszystkiego wracając już do domu. Ta... przy obcej kobiecie i instruktorze. Skoro była złość, śmiech, irytacja, nerwy to i ... płacz w L-eczce może być zaliczony. No i jest! Najbardziej mnie dobija to, że sama się po raz drugi oblałam i nie mam do kogo mieć pretensji. Jedyną winną jestem ja, a to jest gorsze niż cokolwiek innego.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Zimowo, stresowo i... muffinkowo



Wszędzie biało, zimno, ponuro. Przydałoby się nieco słońca, chociaż na chwilę, dwie chwilki… trzy?. Jeśli powiem, że jest depresyjnie to nie zgrzeszę bo niektórzy nawet próbują mi tą depresję wcisnąć na siłę. Zaprzeczam, chociaż myślę swoje i zastanawiam się czy nie mają racji. Może widzą więcej niż ja? W końcu to baczni obserwatorzy, z którymi mam często do czynienia. Hm. Moim zdaniem  jestem po prostu zestresowana. Może inni tak odbierają właśnie mój stres? Ten przeklęty egzamin zbliża się nieubłaganie, a ja raz po raz wpadam w panikę, bo  oczami wyobraźni widzę siebie w samochodzie, który aż nazbyt często gaśnie. Aaa! Pomocy! Znowu to sobie wyobraziłam. Nie dość, ze stresuje mnie ten egzamin to jeszcze denerwuje mnie tata, który od grudnia kaszle, a dopiero teraz zaczął cokolwiek zażywać. Oczywiście nie zrobił tego sam z siebie. Trzeba mu na siłę pod nos podstawiać (powiedzmy) lekarstwa, żeby łaskawie raczył je wziąć. Gorzej niż z dzieckiem! Gruźlik jeden… O lekarzu nie chce słyszeć i woli zarażać wszystkich dookoła. Możecie mi powiedzieć, dlaczego mężczyźni są tacy oporni? Istna paranoja!

Upiekłam kolejne muffinki. Z tego samego przepisu co poprzednio jednak użyłam gotowych ‘Kropelek czekoladowych’ i nie dodałam kakao. Zamiast niego po prostu dosypałam mąki i… efekt jest chyba lepszy niż poprzednio. Strzelam, że to zasługa nowych, silikonowych foremek. Same papilotki nie zdają rezultatu, a specjalnej foremki na muffinki nie posiadam i już jej nie potrzebuję, o! Silikonki są całkiem przyzwoite chociaż maja kolor czerwony :P Ładniejsze prawdaaaa? Wyszły równiutkie i nic się tym razem nie wylało. Być może powinnam posypać je cukrem pudrem ale ja za nim nie przepadam. Wolę bez:P

niedziela, 3 lutego 2013

Pirat drogowy



Piątkowa jazda to był jakiś dziki szał. Boże! Ile ja przez te dwa miesiące zapomniałam! No nic, pora się ogarnąć, bo inaczej obleję po raz drugi czego bardzo nie chcemy, prawda? Jednak fakt pozostaje faktem, a śmiech instruktora i jego tekst o tym, że brakuje mu w L-ce kamery jest dość jednoznaczny. Ze mną zawsze jest wesoło, dopóki się nie zestresuję. Wtedy ponoć jestem nieobliczalna! Raz in plus, raz in minus :D Poważnie. Nadal twierdzę, że nie chciałabym mieć takiego kierowcy jak ja w promieniu co najmniej 1 km. Zawsze jednak powtarzam instruktorowi i wszystkim dookoła, że ja się jeszcze wyrobię,a  to, że na razie jeżdżę jak mały szatan to co innego :P Ja Wam jeszcze pokażę!

Weekend minął wyjątkowo szybko, czyli jak zwykle. Powoli szykuję się na wieczór panieński przyjaciółki, który co prawda jest dopiero 23 lutego jednak jest jeszcze tyle do zrobienia, ugadania i zorganizowania, że pora się za to zabrać. Chcemy aby ten wieczór pamiętała przez całe życie więc wszystko musi być dopięte na ostatni guzik ze dwa dni wcześniej. Każda z nas jest gdzie indziej i trudno nam się dogadać jedynie przez Internet. No ale nie tracimy ducha i zapału, a to jest przecież najważniejsze!

 

środa, 30 stycznia 2013

Wiosno wróć!



Wczoraj przez przypadek skasowałam sobie już wcześniej opublikowanego posta. Ktoś go widział? Ktoś o nim słyszał? Nie? to dobrze. Tak sobie myślę, że najwyraźniej moje muffinki były zbyt brzydkie aby świat je chciał oglądać wiec moja podświadomość zadziałała w sposób adekwatny do oczekiwań reszty świata. No i co, że nie były urodne skoro były smaczne? I miały proszę państwa różowy lukier (patrz zdjęcie obok)! A co ja się będę rozdrabniać. Różowy wyglądał słodko i na pewno bardziej interesująco niż biały, lub najzwyklejsza w świecie czekolada. Wszystko co moje musi wyglądać oryginalnie żeby miało jakieś znaczenie emocjonalne. A teraz przyznawać się, kto pomyślał, że mam nierówno pod sufitem? Ty, wiem! A tak na przekór wstawię moje dzieło po raz drugi. Może nie będzie końca świata, nie? Tadaaaam:D Przepis zgarnęłam STĄĄĄD. Miałam nawet zamiar wysłać zdjęcie moich cudownych muffinek bo jak widzicie nikt się nie odważył. Szybko się jednak rozmyśliłam. Stwierdziłam, że moje cuda mogłyby podziałać jako skuteczna antyreklama i być może już nikt nie skusiłby się na wypróbowanie tego przepisu :P Nic nie poradzę na to, że pierwszy raz piekłam muffinki :D Ale... uwaga....wszystkie zostały zjedzone więc chyba spełniły swoją rolę.

A tak z innej beczki... Tęsknię za wiosną. Brakuje mi zielonej trawy, liści na drzewach i tego charakterystycznego zapachu, którego właściwie nie umiem opisać. Najbardziej jednak brakuje mi słońca. Blada jestem. Wyglądam źle, a to, że sama sobie się nie podobam to akurat żadna nowość. Jednak zimą jakoś szczególnie nie mogę patrzeć w lustro. Ble. Marudzę? Może trochę. Czasem trzeba się odchamić i ja mam akurat taki sposób. Oto zdjęcie z zeszłorocznej wiosny (grab pospolity Carpinus betulus). Zdjęcie może mało efektowne ale widząc za oknem śnieg lub deszcz oko cieszy wszystko co żywe i zielone. Prawda?