Wreszcie, nareszcie, w końcu!!! Udało się i mogę odhaczyć kolejne tegoroczne postanowienie! :D Jupiiiii! Teraz szanowni państwo, proszę wystrzegać się na drogach szalonej... blondynki :P
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baba za kierownicą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baba za kierownicą. Pokaż wszystkie posty
piątek, 17 maja 2013
piątek, 19 kwietnia 2013
Dobrze, że (jeszcze) głowy nie zgubiłam…
Póki co, zostawiłam telefon, w najmniej pożądanym miejscu.
Ciekawe jak ja się skontaktuję z instruktorem, skoro mój cudowny telefonik jest
w –L-ce?! Tak. Dokładnie tam. Nie mam
telefonu czyli też budzika, mp3, Internetu w łóżku… i gier nie mam. Jak ja
zasnę? No i jak ja w ogóle wstanę?! Nie, no… porażka.
Kolejną porażką była moja dzisiejsza jazda. Ja jeżdżę gorzej
niż przed ukończeniem kursu. Nie ogarniam dlaczego! Powinnam być mądrzejsza,
odważniejsza, szybciej podejmować decyzje i…
Nie, no szkoda słów. Nie chcę się negatywnie nakręcać, bo akurat to
wychodzi mi najlepiej. Jestem roztrzepana, nie umiem się skupić i popełniam
strasznie dużo błędów, za które po prostu można oblać bez żadnego zmiłuj się. Doszłam do kolejnej fazy robienia prawa jazdy, pt.: w co ja się k***a wpakowałam. Odpowiedź jest prosta – w to, co
chciałam.
Dobranoc.
czwartek, 14 lutego 2013
Neverending story...
....coś czuję, że tak właśnie będzie wyglądała moja przygoda z L-ką, jak się nie ogarnę i nie utrzymam swoich nerwów na wodzy. Źle sobie radzę w stresowych sytuacjach i już nie mam pomysłu jak sobie samej pomóc. To co ja dzisiaj uczyniłam na tym cholernym egzaminie to szczyt głupoty. Jak to delikatnie określił pan egzaminator 'rozrabiałam'. Ja Wam powiem bardziej dosadnie: dojebałam jak cholera! W ogóle to na myśl by mi nie przyszło, że to co ja w ogóle zrobiłam jest możliwe. Po czasie mój instruktor stwierdził, że jeszcze trochę mnie posłucha i już uwierzy we wszystko. Swoją drogą powiedział mi, że chyba się jeszcze nie zdarzyło żadnemu kursantowi tudzież kursantce oblać na 'czymś takim' więc ja się nawet chwalić nie będę, bo mi cholernie wstyd. A byłam już przy końcu przygody egzaminacyjnej :( Kurrrr.....
Stres to najgorszy doradca. Niby mnie odpowiednio zmotywował i zdeterminował, ale kiedy nie trzeba było myśleć, to tak szalenie mnie ogłupił, że ja chyba będę to przeżywać dopóki nie zdam tego cholernego egzaminu. I... w ogóle to się rozpłakałam z tego wszystkiego wracając już do domu. Ta... przy obcej kobiecie i instruktorze. Skoro była złość, śmiech, irytacja, nerwy to i ... płacz w L-eczce może być zaliczony. No i jest! Najbardziej mnie dobija to, że sama się po raz drugi oblałam i nie mam do kogo mieć pretensji. Jedyną winną jestem ja, a to jest gorsze niż cokolwiek innego.
poniedziałek, 11 lutego 2013
Zimowo, stresowo i... muffinkowo
Wszędzie biało, zimno, ponuro.
Przydałoby się nieco słońca, chociaż na chwilę, dwie chwilki… trzy?. Jeśli
powiem, że jest depresyjnie to nie zgrzeszę bo niektórzy nawet próbują mi tą
depresję wcisnąć na siłę. Zaprzeczam, chociaż myślę swoje i zastanawiam się czy
nie mają racji. Może widzą więcej niż ja? W końcu to baczni obserwatorzy, z
którymi mam często do czynienia. Hm. Moim zdaniem jestem po prostu zestresowana. Może inni tak odbierają
właśnie mój stres? Ten przeklęty egzamin zbliża się nieubłaganie, a ja raz po
raz wpadam w panikę, bo oczami wyobraźni
widzę siebie w samochodzie, który aż nazbyt często gaśnie. Aaa! Pomocy! Znowu
to sobie wyobraziłam. Nie dość, ze stresuje mnie ten egzamin to jeszcze
denerwuje mnie tata, który od grudnia kaszle, a dopiero teraz zaczął cokolwiek
zażywać. Oczywiście nie zrobił tego sam z siebie. Trzeba mu na siłę pod nos
podstawiać (powiedzmy) lekarstwa, żeby łaskawie raczył je wziąć. Gorzej niż z
dzieckiem! Gruźlik jeden… O lekarzu nie chce słyszeć i woli zarażać wszystkich
dookoła. Możecie mi powiedzieć, dlaczego mężczyźni są tacy oporni? Istna
paranoja!
Upiekłam kolejne muffinki. Z tego
samego przepisu co poprzednio jednak użyłam gotowych ‘Kropelek czekoladowych’ i
nie dodałam kakao. Zamiast niego po prostu dosypałam mąki i… efekt jest chyba
lepszy niż poprzednio. Strzelam, że to zasługa nowych, silikonowych foremek.
Same papilotki nie zdają rezultatu, a specjalnej foremki na muffinki nie
posiadam i już jej nie potrzebuję, o! Silikonki są całkiem przyzwoite chociaż
maja kolor czerwony :P Ładniejsze prawdaaaa? Wyszły równiutkie i nic się tym
razem nie wylało. Być może powinnam posypać je cukrem pudrem ale ja za nim nie
przepadam. Wolę bez:Pniedziela, 3 lutego 2013
Pirat drogowy
Piątkowa jazda to był jakiś dziki szał. Boże! Ile ja przez
te dwa miesiące zapomniałam! No nic, pora się ogarnąć, bo inaczej obleję po raz
drugi czego bardzo nie chcemy, prawda? Jednak fakt pozostaje faktem, a śmiech
instruktora i jego tekst o tym, że brakuje mu w L-ce kamery jest dość
jednoznaczny. Ze mną zawsze jest wesoło, dopóki się nie zestresuję. Wtedy ponoć
jestem nieobliczalna! Raz in plus, raz in minus :D Poważnie. Nadal twierdzę, że
nie chciałabym mieć takiego kierowcy jak ja w promieniu co najmniej 1 km. Zawsze
jednak powtarzam instruktorowi i wszystkim dookoła, że ja się jeszcze wyrobię,a to, że na razie jeżdżę jak mały szatan to co innego :P Ja Wam jeszcze pokażę!
Weekend minął wyjątkowo szybko, czyli jak zwykle. Powoli szykuję
się na wieczór panieński przyjaciółki, który co prawda jest dopiero 23 lutego jednak
jest jeszcze tyle do zrobienia, ugadania i zorganizowania, że pora się za to
zabrać. Chcemy aby ten wieczór pamiętała przez całe życie więc wszystko musi
być dopięte na ostatni guzik ze dwa dni wcześniej. Każda z nas jest gdzie
indziej i trudno nam się dogadać jedynie przez Internet. No ale nie tracimy
ducha i zapału, a to jest przecież najważniejsze!
niedziela, 27 stycznia 2013
Zastrzyk energii
Hurra! Dostałam rodzinne zezwolenie na opuszczenie domowego więzienia. No w końcu! Dawno nie czułam się tak podekscytowana zwyczajnym wyjściem na codziennie zakupy. Co też choroba potrafi zrobić z człowiekiem, nie? Mam nadzieję, że ta nadmierna głupawka i podniecenie nie są jakimś skutkiem ubocznym moich jakże cudownych leków. Tak, tak... wiem. Głupawkę to ja mam nie od dziś i kto mnie zna to wie, że to wcale nie od leków ani od tego, że po prostu tyłek mi ożył po wcześniejszym zdychaniu i leżeniu w wyrku. A jutro wyjdę z czterech ścian, zobaczę nie widziany od tygodnia (nie przez szybę) śnieg, pooddycham sobie wspaniałym, mroźnym powietrzem i będzie cud, miód. I... i.... umówiłam się z instruktorem na jazdę. Ja współczuję po raz kolejny jemu, sobie i wszystkim uczestnikom ruchu drogowego, bo... uwaga, nie jeździłam nigdy w deszczu, a co dopiero w taką uroczą zimę. Na dodatek w piątek ma być ślizgawica, zawierucha i w ogóle to ja się zastanawiam czy powinnam wtedy wsiadać za kierownicę. Ale okej. Ostatecznie ufam mojemu instruktorowi bardziej niż sobie, o czym on doskonale wie więc.... nie przesadzę mówiąc, że moje życie w jego rękach :D No, co.... dodaję sobie odwagi, bo jakoś ten śnieg mnie nie zachęca, a wręcz demotywuje.
Dobra... Obiecuje, że postaram się nie wjechać w żadnego przechodnia, tym bardziej w jadącego po chodniku na rowerze! Tak... zdarzyło mi się to... raz. Z przykrością muszę stwierdzić, że ze stresu zamknęłam oczy, a na ciche i spokojne pytanie 'Madziu co Ty zrobiłaś?' odpowiedź brzmiała 'nie wiem'. Taaa...
Zdam ten cholerny egzamin. Zobaczycie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)